Rozgrzewająca zupa krem z pieczonej dyni

Rozgrzewająca zupa krem z pieczonej dyni

Jakoś nigdy nie darzyliśmy Kopciuszka szczególną estymą. Niby taki pracowity, obowiązkowy, w pracach domowych biegły, fartuszek zawsze wyprasowany, włosy skromnie pod czepkiem schowane, schody wymyte, kurze starte, fasola wyłuskana, a gdy przyszło co do czego, wykazuje się koszmarną wręcz indolencją, inercją i ingorancją.

No bo jak to tak?! Takie marnotrastwo? Konie zaprząc do takiej cudnej dyni?! Do takiej pięknej, krągłości pełnej?! To się nie godzi! My rozumiemy, że bal, że ksiażę, że wróżka chrzestna. Ale bez przesady, kochany Kopciuszku, bez przesady. Księcia zupą trza było ugościć, wykarmić dobrze chłopaka, przez żołądek do serca przemówić. Zupą! Np. taką rozgrzewającą, lekko słodką, z kapką bourbonu (boys will be boys!), taką na jesień w sam raz. Ot, chociażby taka zupa krem z pieczonej dyni…

Ok, ale co z równouprawnieniem? Co z gender, zapytacie. Jeśli hołdujecie kulinarnej równości, nie pozostało nic innego, jak księcia zagonić do kuchni, w fartuszek ubrać, w garnki uzbroić, składniki na zupę podsunąć. Bo – jak mówi staropolskie porzekadło – na pogodę, niepogodę, na kochanki twej urodę, zupa krem z pieczonej dyni dobrym mężem cię uczyni. Nasza zupa nie uznaje bowiem podziałów i przeciwstawia się niesprawiedliwości społecznej.

 

Zupa krem z pieczonej dyni

Składniki:

  • 1.5 kg dyni puszka mleczka kokosowego
  • 1 opakowanie śmietankowego serka topionego
  • 20 ml bourbonu
  • dwie łyżki miodu
  • łyżka kurkumy
  • szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej
  • szczypta soli
  • szczypta kolendry

Czas: mniej więcej godzina

Dynię pozbawiamy pestek* i miąszu ze środka. Najwygodniej nam się pracuje, używając łyżki stołowej. Następnie szybciutko kroimy naszą dynię nim przemieni się w karocę z bajki o Kopciuszku. Centrymetrowe paski będą idealne. Rozgrzewamy piekarnik do 200 st. C (program góra-dół). Pieczemy paski dyni przez 30 minut na blasze wyłożonej nieprzywierającym papierem.

Po upieczeniu delikatny miąsz z łatwością pozwala się obedrzeć ze skóry. Umieszczamy pulpę w garnku, zalewamy mleczkiem, miodem i alkoholem. Zagotowujemy. Jeżeli zupa wydaje się zbyt gęsta, możemy dolać odrobinę śmietanki lub mleka. Zmniejszamy ogień do minimum i dodajemy przyprawy. Pozwalamy zupie delikatnie bulgotać przez kilka minut, co jakiś czas mieszając, dodajemy partiami topiony serek. Zapewni on aksamitność, kremową konsystencję.

Zdejmujemy zupę z ognia i blendujemy na krem. Podajemy z grzankami, smażonymi na maśle z odrobiną cynamonu. Voila, oto i ona, zupa krem z pieczonej dyni, pogromczyni jesiennej słoty i rekomendowany przez Ministerstwo Zdrowia poprawiacz humoru. Smacznego!

*W sandmanowym domu, wyrzucanie pestek jest śmiertelnym przewinieniem. By nie łamać kulinarnego dekalogu, oczyszczamy pestki z dyniowego miąszu, rozsypujemy na płaskim talerzu i pozostawiamy w przewiewnym, otwartym miejscu do wyschnięcia. Na jak długo? Trudno powiedzieć, zależy to od warunków klimatycznych w Waszych domach. My możemy zdradzić, że ostatnim razem suszyliśmy je ponad tydzień. Owszem, długo, ale nie wymaga to zbyt wielkiej uwagi, a przyjemność łuskania podczas dobrego, filmowego seansu – bezcenna.

zupa-krem-z-pieczonej-dyni

 

Zobacz także: