W poszukiwaniu skarbów, czyli białostocki targ staroci

W poszukiwaniu skarbów, czyli białostocki targ staroci

Jak już wielokrotnie pisaliśmy, targi staroci mają dla nas pewien osobliwy urok. Wydaje nam się, że każdy ze znalezionych tam sprzętów posiada swoją osobistą historię, która stanowi wytłumaczenie dla każdej rysy, śladu rdzy czy odrapania. Licząc na niezwykłe opowieści, wypytujemy więc wszystkich sprzedawców. Czy po wypiciu herbaty z tego kubka młoda dziewczyna wróżyła z fusów? Czy zardzewiałą łyżeczkę znaleziono w piwnicy zburzonego domu? Czy tym węglowym żelazkiem pani domu prasowała wykrochmalone koszule swojego męża? Zdarza się, że po niedzielnym targu wracamy do domu z całym naręczem niecodziennych przedmiotów.

Targ staroci to jednocześnie miejsce osobliwych przedmiotów, jak i osobliwych postaci. Tuż obok opryszków chcących sprzedać podejrzany bądź wyciągnięty z przydomowych śmietników towar na rozkładanych stołach swoje dobra prezentują prawdziwi znawcy dzieł sztuki o wyglądzie artystów. Nieopodal ogromnych szaf z bogato zdobionymi drzwiami (za którymi, jesteśmy pewni, kryje się przejście do niejednej Narnii) stoją nieco już poszarzałe lustra, w których jednak niechybnie przeglądać się musiały urodziwe córki wysoko postawionych ojców. Parę kroków dalej, na masce wielkiego samochodu przykrytej kapą, siedzą porcelanowe lalki, których wzrok przyprawia o gęsią skórkę. Obok miedzianych garnków, dziurawych hełmów, masek gazowych, porysowanych babuszek matrioszek, brudnych butelek, emaliowanych kubków czy książek o zżółkłych kartkach znajdziemy barek w kształcie globusa, stolik na kurzych łapkach, fotele o rzeźbionych zagłówkach, których dokumenty nie mogą kłamać (uwaga antyk!)…

Targ staroci w naszym mieście przypomina w końcu żywy organizm. Wciąż przybywają nowe elementy, miejsce jednych wystawców przejmują kolejni, a tam, gdzie wcześniej siwy staruszek sprzedawał srebrne łyżeczki, podczas kolejnej targowej niedzieli imponującą kolekcję starych książek rozkłada sympatyczne małżeństwo. To, co zachwyciło nas podczas jednego ze spacerów przy ul. Wierzbowej, następnie bezpowrotne znikało na całe tygodnie. Komórki targu są w ciągłym ruchu. Jednak tym, co je łączy jest idealna symbioza. Poszczególni wystawcy doskonale się znają – częstują herbatą z termosów i wymieniają opowieściami na temat, gdzie znaleźli najnowsze nabytki. A nas, kupujących, traktują z przymrużeniem oka, gdy po raz kolejny pytamy o historię zardzewiałej łyżeczki, licząc na odnalezienie kolejnego skarbu…

Zapraszamy na wycieczkę po krainie wyobraźni,
Mr. & Mrs. Sandman

targ-staroci-bialystok-wierzbowa (1 z 6)

targ-staroci-bialystok-wierzbowa (5 z 6)

targ-staroci-bialystok-wierzbowa (6 z 6)  targ-staroci-bialystok-wierzbowa (2 z 6)

Zobacz także: