Szaszłykowe, pomarańczowe, krewetkowe

Szaszłykowe, pomarańczowe, krewetkowe
Większe grono gości latem winno powodować większą mobilizację. Dlaczego? Albowiem nie ma nic gorszego niż kolejny kotlet z ziemniakami na imieninach cioci, gdy wokół temperatura sięga 30 stopni. Kotlety same w sobie nie są złe. Ba! Od lat staramy się odtworzyć genialne mielone Mamy Sandman.  Jednak skwar, upał i palące słońce sprawiają, że jedyne, o czym marzymy to lemoniada, a sute posiłki raczej nam nie w głowach. Zapominamy więc również o królujących na rodzinnych imprezach flakach – bo choć i flaczki mogą być niezgorsze, czas pomyśleć o innym jadłospisie. To samo tyczy się nawet najpyszniejszych ziemniaczanych kiszek i pieczonych kiełbasek. W ustalaniu menu niezwykle ważna jest pogoda, pory roku. Zimą rozgrzewamy się półmiskiem wołowiny po burgundzku i otaczamy się przyjemną warstwą ciepłego tłuszczyku, latem zajadamy owocowe sorbety, chłodzimy się chłodnikiem, który z powodzeniem zastępuje danie główne, sięgamy po lekkie przekąski – jak sama nazwa wskazuje – na jeden kęs.
Jeśli zdarzyło Wam się gościć na Podlasiu, szczególnie gościć w sensie dosłownym, czyli pójść do kogoś „w gości”, zapewne przekonaliście się, że zasada „zastaw się, a postaw się”, niewiele straciła na aktualności. Na przyjęciach, spotkaniach i obiadach zamiast jednego ciepłego dania pani domu przywita cię z trzema parującymi półmiskami i operując trudnym do odparcia czarem zachęci do kolejnej dokładki. Piękne to i zacne. Flaczki zostawmy jednak w przynależnym im miejscu, nie zaczynajmy też tłuc biednych schabowych. A może by tak… inaczej? I o wiele prościej? Kultura gotowania i „biesiadowania” mimo wszystko się zmienia, to oczywiste. Podpatrujemy Zachód, który nie zawsze jest uosobieniem zła i wpędzających do piekła pokus. Chociażby takie garden party, nieformalne przycięcie w ogrodzie. A nawet już znany nam wszystkim letni grill, z innym jednak repertuarem. Ogród, kawałek trawy, bufet. Kilka desek, kilka stołów, koce. Piknik! Lemoniada, trzy przystawki, jedno danie główne plus zupa krem z młodej marchewki lub cukinii na zimno. Albo chłodnik. Nierozpływający się pod wpływem temperatury deser. Takie przyjęcie długością trwania nie musi nawet dorównywać polskiemu biesiadowaniu. Po dwóch godzinach wszyscy będą zachwyceni. Krócej, ale lepiej, mniej, ale efektywniej. Bo latem najlepsze przyjęcia to te w ogrodzie – z lekkim menu, przekąskami i delikatną muzyką z głośników. Bo o przygrywającym jazzowym bandzie nawet nie śmiemy marzyć, choć chcielibyśmy, chcieli… :)
Lekkie, proste, na kęs. Czyli co? Sami na pewno będziemy wracali do szaszłyków, bo to i lżejsze, i zaskakujące, i ładnie podane. Takie z krewetkami z pomarańczową nutą przygotowaliśmy na piknikowy Restaurant Day. Zniknęły w okamgnieniu. Nie będziemy ukrywać, że sporą rolę odegrały w tym papierowe rożki, w których to szaszłyki serwowaliśmy. No bo jak się ładnie poda… :)

Pomarańczowe, krewetkowe szaszłyki z grilla
(oryginalny przepis na BiteDelite)

Składniki:
24 krewetki tygrysie (mrożone, spażone, obrane)
2 pomarańcze
40 ml aceto balsamico di Modena
korzeń imbiru długości ok. 3 cm
kilka igiełek świeżego rozmarynu
świeżo zmielona sól morska

Czas: 30 minut
Porcje: 2

Mrożone krewetki umieszczamy w durszlaku i zalewamy strumieniem wrzącej wody. Następny krok to „czarna żyłka”. Jeśli krewetki nie zostały jej pozbawione, ostrym nożem należy naciąć „czarną żyłkę” biegnącą wzdłuż grzbietu, a następnie wyciągnąć ją palcami. Jest to nieco żmudna praca, jednak konieczna, gdyż tego, co tam jest, jeść nie chcemy. Chwytamy niewielką miseczkę, z jednej pomarańczy wyciskamy sok, drobno ścieramy imbir, dodajemy ocet balsamiczny oraz rozmaryn. W powstałej marynacie umieszczamy krewetki, delikatnie mieszamy i odstawiamy na kilkanaście minut do lodówki. W międzyczasie przygotowujemy drugą pomarańcz, kroimy ją w szesnastki, pozbywając się pestek. Rozgrzewamy grill do średniej temperatury i przygotowujemy patyczki do szaszłyków. Nadziewamy po 4 krewetki, przekładając je cząstkami pomarańczy. Na lekko zwilżonym oliwą grillu bądź grillowej patelni szaszłyki trzymamy przez dwie minuty dla każdej ze stron. Doskonałe są podane od razu, jednak wybornie smakują również na zimno np. podczas pikniku wśród szumiących drzew i bzyczących komarów. Tuż przed podaniem skrapiamy je delikatnie balsamico :)
Smacznego życzą,
Mr. & Mrs. Sandman

Okładkowe foto by Monika Kalicka/Polskie Radio Białystok
Zobacz także: