„Miedzianka. Historia znikania”, Springer, browar i pokrzywa

„Miedzianka. Historia znikania”, Springer, browar i pokrzywa

Dlaczego historia znikania? Bo znikanie, nieustająca przemiana wpisane są w jej jestestwo. W Miedziance, miejscowości zgubionej gdzieś nieopodal Jeleniej Góry, znikały domostwa, zniknęło stare drzewo wiśniowe, znikały całe rodziny górników, pod ziemię zapadła się furmanka zaprzęgnięta w konie. Miasteczko zbudowane tuż nad wyżłobionymi w ziemi korytarzami, niewidzialnymi tunelami przebiegającymi pod głównymi drogami i domami nie mogło przecież utrzymać się na powierzchni zbyt długo. Historia znikania jest bowiem powiązana grubym powrozem z historią górnictwa w regionie – najpierw wydobyciem rud miedzi, następnie zjawieniem się w okolicy wojsk radzieckich, radzickich specjalistów i szpiegów. Wkrótce znikają także ci, którzy słowo „uran” odważyli się wypowiedzieć na głos. Nie wracają po zakończeniu swojej zmiany w kopalni, nie odwieszają już na oparciu krzesła swoich drelichów przesiąkniętych wskroś promieniotwórczym pyłem, nie przepijają wypłaty w okolicznym barze.

Miedzianka, wcześniej Kupferberg, to również historia znikania Niemców, opowieści o pakowaniu swoich dobytków do walizek, przewiązywaniu stosów fotografii sznurkiem, ukrywania kosztowności pod podłogą w kuchni, tęsknoty za domem.
Historia rodów, rodzin przeplata się z niezwykłymi losami miejsca, które ani przez chwilę nie chciało zostać takie same. Wieki, dekady poznajemy więc przez pryzmat ludzi zamieszkujących domy, które za chwilę będą miały się zapaść, zaprzyjaźniamy się z nimi, odkrywamy przyzwyczajenia, podglądamy kolejnych browarników, bobsleistów, którzy przed każdym treningiem rozgrzewali się kuflem ciepłego piwa, oglądamy wyprawy po chleb w czasie wojny, wagary i poszukiwanie skarbów w starych grobowcach i opuszczonych domach.
I choć w kulinarną tradycję miejsca najmocniej wpisany jest browar, naszą uwagę przykuwa inny fragment:

„Najładniejsze pokrzywy rosły nieopodal browaru pana Franzkiego. Dusiło się je pod przykryciem razem z czosnkiem, a niekiedy także z cebulką. Czasami udawało się nam zdobyć także kilka kartofli. Wówczas mamusia gotowała je, a następnie kroiła w plastry i rumieniła na płycie pieca. Zjadaliśmy je razem z tymi duszonymi pokrzywami i bardzo nam to wszystko smakowało.”

Pokrzywy duszone z czosnkiem smakują szpinakowo, to już wiemy. Zaraz po lekturze „Miedzianki” wyjechaliśmy do lasu, wyrwaliśmy młode pędy i szukając dla nich zastosowania postanowiliśmy ugotować zupę. Szkoda tylko, że na kolejne pokrzywowe eksperymenty musimy czekać aż do następnego lata…

Filip Springer, „Miedzianka. Historia znikania”, wydawnictwo Czarne, ISBN 978-83-7536-287-9.

Zobacz także: