Gwiazdy starego ekranu

Gwiazdy starego ekranu

Statystykom nie sposób zaprzeczać. Pragnąc w przyjemny sposób spędzić wieczór, znacznie częściej wybieramy „stare filmy”, produkcje lat 40., 50. i 60. niż współczesne. Jest w nich pewien niepodważalny urok, nienachalność. Uświadomiłam sobie ostatnio, jak bardzo różni się ten mały hollywoodzki światek sprzed kilkudziesięciu lat, jak bardzo subtelny i pełen wdzięku był czarno-biały film oraz jak piękne i naturalne były gwiazdy tamtych lat.

Audrey Hepburn, zapytana kiedyś o istotę kobiecego piękna, odpowiedziała: „Piękno kobiety nie przejawia się w ubraniach, które nosi, w jej figurze lub sposobie w jaki układa włosy. Piękno kobiety musi być widoczne w oczach, ponieważ są one drzwiami do jej serca – miejsca gdzie mieszka miłość.” Aktorka jest idealną wizytówką swoich własnych słów: w jej oczach można się było zakochać. Niedawno odświeżyłam sobie „Rzymskie wakacje”. Jak zawsze, oglądałam zauroczona. Stare kino – proste recepty, subtelne zabiegi, przezabawne sytuacje. Bez nachalności, dosadności i wulgarności charakteryzującej większość współczesnych filmów.

Marilyn Monroe – niesamowita aktorka, niesłusznie utożsamiana z granymi przez nią postaciami. Ze zwykłej, niezbyt pewnej siebie dziewczyny pracującej w fabryce samolotów stała się ponadczasowym symbolem piękna. Gdybym miała 1000 dolarów, z pewnością wydałabym ją na biografię-album ze zdjęciami Berta Sterne’a, który ukazał się w nakładzie jedynie 1962 egzemplarzy – jako upamiętnienie daty śmierci Marilyn. Sterne spędził z aktorką trzy dni w luksusowym hotelu Bel Air w Hollywood, w trakcie których powstały niezwykłe fotografie.

Judy Garland możemy pamiętać jako uroczą Dorotkę z filmu „Czarnoksiężnik z krainy Oz”. Odziana w niebieską sukienkę śpiewała tam swoim ślicznym głosikiem – i tak już jej zostało. Dziewczęcy czar Garland reżyserzy doceniali nawet, gdy była już dorosłą kobietą. Ja kojarzę Judy przede wszystkim z charakterystyczną fryzurą z „Meet me in St. Louis” – fale, spięte, ale podniesione włosy, podkręcona grzyweczka. Życiorys Grace Kelly przypominał bajkę. Piękna i utalentowana aktorka rozkochała w sobie monarchę i została najpiękniejszą księżną w historii. Zdobywczyni Oscara mimo urody i fortuny zawsze wybierała subtelną elegancję. Jej styl był naśladowany w modzie przez kolejne dekady.

Katharine Hepburn jest dowodem na to, że nie tylko kobieta o idealnej urodzie i klasycznych rysach może być uznawana za piękną. Mocno zaakcentowany podbródek, widoczne kości policzkowe sprawiły, że wybierano ją do ról władczych, pewnych siebie kobiet, jak chociażby w „Afrykańskiej królowej”, gdzie zagrała u boku genialnego Humphreya Bogarta. Symbol „subtelnego seksapilu”.

Scena z „Gildy”, w której Rita Hayworth powolutku zdejmuje czarną rękawiczkę uznana została za niezwykle erotyczną. Wydaje mi się nawet, że w niektórych krajach zadecydowało to o zakazie emisji filmu! Rita na co dzień była jednak nie wampem czy bezwzględną kokietką, a delikatną, naturalną dziewczyną z sąsiedztwa.Gwiazda może już nie czarno-białego kina, ale na pewno old-schoolowej elegancji.

Monica Bellucci wraz z upływem lat zdaje się wyglądać jeszcze piękniej. Aktorka nie raz udowadniała, że jest kobietą z krwi i kości, decydując się na sesje bez makijażu lub zdjęcia w ósmym miesiącu ciąży. Uosobienie naturalności oraz akceptacji swojego – zmieniającego się – ciała.

I na koniec, symbol tamtych lat, czyli „dziewczyny z kalendarza”, o których pisał Pan Sandman. Pin-up girls znaleźć można było w walizce każdego amerykańskiego chłopca, idącego na wojnę. Kobiece kształty, szerokie biodra, wąziutkie talie – żołnierze walczyli na froncie z prawdziwym oddaniem, by szybko wrócić do cudownych, amerykańskich dziewcząt.

Zobacz także: