12 wspaniałych, czyli jak zorganizowaliśmy warsztaty kulinarne

12 wspaniałych, czyli jak zorganizowaliśmy warsztaty kulinarne

O udziale w kulinarnych warsztatach marzyliśmy od dawna. O inspirującym spotkaniu, podczas którego wymieniać będziemy myśli i doświadczenia, ostrzyć swoje noże, wdzięcznie podawać pomiędzy sobą miseczki, śmiać się z żartów, które tylko my rozumiemy, wreszcie słuchać rad dobrych ludzi. Od miesięcy wpisywaliśmy w wyszukiwarkę różne kombinacje haseł, mając nadzieję, że któregoś dnia znajdziemy choć małą wzmiankę świadczącą o tym, że nasze miasto kulinarnie ożywa, że ktoś kto gotować umie będzie gotów podzielić się swą wiedzą. Bezskutecznie. I wtedy na głowy spadło nam jabłko, zapaliła się żaróweczka, a Archimedes wybiegł z wanny. Eureka! Pojawiła się idea, że może by tak… samemu… samodzielnie… że my sami… Ale jakżeby tak? Ale kto się zgodzi? Ale kto potraktuje nas poważnie?

…Była sobie jednak pewna restauracja…Restauracja nie posiadająca strony internetowej, o nowościach informująca poprzez facebookowy fanpage. Restauracja innowacyjna, wprowadzająca nowe standardy obsługi i nowe formy komunikacji. W której szef kuchni zawsze (!) ma dla ciebie chwilkę, opowie o nowym daniu, poradzi, jak ugotować idealny rosół, zdradzi, jak przygotować menu na romantyczną kolację. Otwarci, pełni profesjonalizmu i dobrej energii, dlaczego nie oni? Raz kozie śmierć, stanie się to co ma się stać! Zwróciliśmy się do Agnieszki Eliaszuk i Macieja Tomaszewskiego, właścicieli restauracji. „Warsztaty, u nas? O tak, o tym samym myśleliśmy!” Od tamtej pory nawzajem zarażaliśmy się entuzjazmem.

Jak to zrobić? Zorganizujmy lekcję. Zaprośmy gotujących i smakujących. Nauka poprzez praktykę. Mamy szefa kuchni, zaprośmy 12 kuchcików, niech blogerzy w większości marzący o własnej restauracji doświadczą możliwości karmienia ludzi. Z drugiej strony pokażmy, że gotowanie, jedzenie, wyjście do restauracji to fajna zabawa, ciekawa i pouczająca możliwość spędzenia czasu.  Punkt pierwszy, restauracja i plan – CHECK!

Rozpoczynamy więc poszukiwania partnerów i sponsorów, którzy pomogliby nam z trudnościami natury logistycznej (skąd weźmiemy tyle desek, noży, miseczek, fartuszków?!). Panie, Panowie, to była szkoła życia. Dowiedzieliśmy się, że Polska Wschodnia, czyli Polska B, C, a nawet D jest regionem wyjątkowo nieatrakcyjnym z punktu widzenia różnych inwestycji, również kulinarnych („zapraszamy do Warszawy czy Poznania – tam chętnie!”), poza tym nadeszły niepokojące czasy, różne końce roku, ograniczone budżety („gdyby zgłosili się Państwo dwa lata temu!”), czyli szeroko pojęty kryzys. Na nasze szczęście kryzysowi oraz pogłoskom o podlaskich białych niedźwiedziach czoło dzielnie stawił serwis DoradcaSmaku.pl, który wspomógł organizowane przez nas „zamieszanie”. Brawo! Punkt drugi: noże, miski, fartuszki, obieraczki, deski – CHECK!

Wierzymy w mądrość ukrytą w słowach „w grupie siła”, dlatego też spotkanie adresowaliśmy przede wszystkim do białostockich blogerów kulinarnych oraz osób, które w zasadzie pomieszkują w swoich kuchniach. Swoją obecnością zaszczycili nas przedstawiciele kulinarnej blogosfery – Edyta propagująca zdrową Eko Quchnię, Ewa ewoluująca w Kuchennych Ewolucjach, Walentyn znany jako Twardy Szparag, Asia, która dzieli Cztery Widelce pomiędzy siebie i gości swojego klubu kolacyjnego, Ula i Andżelika, czyli Siostry W, wypiekające najsłodsze słodkości, Dominika ze świeżutkim blogiem Chili czy Wanilia, a także przesympatyczni – Emilia, Marysia i Rafał. Punkt trzeci, zgrana ekipa – CHECK!

Także wybór tematyki warsztatów nie był trudny. Wołowina – bo nie umiemy jej przyrządzać, bo przygotowanie soczystego steka to w zasadzie karkołomne zadanie, bo o mięsie wołowym w Polsce wiemy w zasadzie niewiele. Korzystając zaś z osobisto-kulinarnych doświadczeń szefa kuchni, postanowiliśmy uczynić ją punktem wyjścia dla dań kuchni meksykańskiej. Punkt czwarty, chwytliwy temat – CHECK!

Punkt piąty, media i promocja. Tu jest z górki. Tworzymy plakat (dzięki Ci, 4E, nadal nie możemy  przestać się nim zachwycać!) i informację prasową. Kontaktujemy się z dziennikarzami. „O fajnie, bardzo dobra inicjatywa. Brakowało tu tego. Chętnie o tym napiszemy.” Wolne miejsca rozchodzą się błyskawicznie. Tematem zainteresowały się też ogólnopolskie portale Durszlak.pl oraz Polska Gotuje.pl z ochotą przyjmując rolę patronów medialnych i szerząc nowiny, że białostoczanie nie gęsi i swoje warsztaty też mają. I tak oto rozpoczęło się:

Sztuka kulinarna w Sztuce Mięsa.
Lekcja gotowania z Mr. & Mrs. Sandman oraz serwisem Doradca Smaku.pl

„Cześć, miło Cię poznać. Jaka jest Twoja kuchnia? Co ostatnio robiłeś? O czym pisałaś? Co moglibyśmy zrobić razem?”  Dość gadania, zaczynamy gotowanie! Wiedzieliśmy, że za chwilę do Sztuki Mięsa wkroczy niemal 30 głodnych białostoczan.Na warsztat poszły przystawki – guacamole, czyli aromatyczna pasta z awokado oraz gorditas, krążki ciasta francuskiego wypełnione mięsnym, pikantnym farszem. Zanim jednak przygotowaliśmy guacamole i gorditas, czekała nas podstawowa, acz bardzo ważna lekcja. Jak trzymać nóż? Jak kroić cebulę? Sekret tkwi w wykonaniu jak najmniejszej liczby cięć – aby cebula nie zdążyła puścić swoich soków. Jakie powinno być awokado? Miękkie i oleiste, jeżeli nie jest takie, czekamy aż będzie.Następnie danie główne! Zaczęliśmy od dodatków – meksykańskiej salsy oraz genialnego puree z batatów (bourbon, ty kusicielu!). Tu spełniła się idea spotkania. Blogerzy wspólnie, w jednej misce przyrządzili danie salsę i puree dla obserwujących wszystko gości. Organizacja i współpraca na medal!

Rzecz o steku, zanotujcie drodzy kursanci

Teraz bierzemy do ręki polędwicę wołową i… Nie tak szybko, czeka nas jeszcze lekcja teoretyczna! Chef Maciej podzielił się z nami swoją wiedzą na temat wołowiny, opowiedział o różnicach pomiędzy mięsem z krowy i byka, nakreślił sytuację tego rynku w Polsce i za granicą, wreszcie pokazał nam, jak „obrabia” się polędwicę. Mięso z krów mlecznych powinno być naszym ostatnim wyborem, jednak podczas zakupów nie mamy możliwość weryfikacji płci mięsa. Mięso z byka jest lepsze. W Polsce jednak nadal klasyfikowanie mięsa jest w fazie rozwoju. Jak więc poznać płeć „na oko” ? To wyższa szkoła jazdy, ale da się zrobić. Dłuższy kawałek mięsa/polędwicy unosimy do góry i przewijamy przez rękę. Mięso byka powinno być sprężyste, lekko wygięte jednak zwarte zaś krowy, cytując za szefem kuchni: „zwisa jak brudna szmata”.

Lekcja praktyczna była wyjątkowo inspirująca – każdy z nas mógł samodzielnie przygotować „steka idealnego”, korzystając z restauracyjnej, profesjonalnej kuchni. Pani Sandman dzięki warsztatom odkryła prawdę o sobie – nic jej nie uszczęśliwia tak, jak krwisty, soczysty, „męski” stek.Jak jednak powstaje stek idealny? Nie musi to być wcale polędwica. Mięso z tłuszczykiem nadaje smaku i charakteru. Rostbef czy antrykot zapewniają również masę radości i przyjemności. Kroimy mięsień na kilkucentymetrowe plastry, już wiemy, że lubimy wysokie, 3-4 centymetrowe. Nie używamy mięsa z lodówki. Zimne mięso na gorącej patelni to zdecydowanie zły pomysł, kończący się w przypadku amatorów klapą. Wyjmujemy je odpowiednio wcześniej, dostosowując do temperatury pokojowej. Kolejny krok i znów temperatura: patelnia musi być maksymalnie rozgrzana. W tym przypadku używanie oleju jest bezzasadne – w wysokiej temperaturze zacząłby się palić. Odrobiną najwyżej smarujemy stek, następnie obtaczamy go w soli i świeżo zmielonym pieprzu (według chefa Macieja absolutnie nie ma znaczenia czy solimy przed czy po grillowaniu). Mięso przewracamy cztery razy, za każdym razem przytrzymując na grillu przez minutę (dla podanej wyżej wysokości). Co istotne, po każdym przewróceniu odkładamy mięso w inne miejsce patelni, gdyż to, na którym stek leżał do tej pory, oddało już część swego ciepła. A zależy nam na tym, by usmażył się równomiernie z każdej strony.  I cały haczyk! Zdejmujemy mięso z patelni, chyba że możemy użyć jej w piekarniku, gdyż to do piekarnika kierujemy swe kroki. Wstawiamy ją do rozgrzanego do ok. 200 st. C. Tu stek dojdzie, ok. 10 minut (znów zależy od budowy mięsa, wysokości, gramatury). Sprawdzamy temperaturę mięsa – 57 st. C – mamy idealny medium steak. 25 % wysmażony z obu stron, w pozostałych 50% cudownie różowy z czerwoną paskiem w samym środeczku. Jeżeli nie posiadamy termometru, rozkrajamy brzeg i weryfikujemy. Z piekarnika mięso wędruje na talerz, odpoczywa kilka minut, wypuszcza soki. I jemy! Panie, panowie, przygotowaliśmy najlepsze steki w swoim życiu. Pan Sandman pokusił się o powtórzenie zabiegów już po warsztatach, w domu. Słuchajcie, słuchajcie – udało się – Pani Sandman chyli czoła i wspominając cudowne, kulinarne chwile, czule klepie się po brzuszku.

Ale o so chodzi? Nie tylko o jedzenie

Postanowiliśmy, że w spotkaniu wezmą udział nie tylko gotujący, ale również interesujący się kulinariami białostoczanie. Tutaj wychodzi się głównie na piwo/drinka, to jedzenie jest dodatkiem do alkoholu, nie odwrotnie. Restauracje ocenia się w kategoriach droga/tania. A nie dobra/zła, czysta/brudna. Jak możemy poznać inne kuchnie, nie mając szans na degustację? Jak poznać kuchnię lokalną, regionalną, bazując wyłącznie na recepturach sprzed wielu lat, gdy dostępność produktów była znikoma, gdy komunikacja była utrudniona? Dzięki badającym lokalne zwyczaje szefom kuchni mamy szansę na poznanie przepisów zapomnianych, nieznanych. Pragnęliśmy udowodnić, że kuchnia to nieodłączny składnik kultury, że wydarzenie kulinarne może być również eventem kulturalnym, że wspólne gotowanie to świetna zabawa – wspólnie pogotować, podegustować, porozmawiać o kulinariach, wymienić doświadczenia z innymi, poplotkować o sławnych kucharzach i zdradzić anegdoty z zakamarków naszych własnych kuchni. Wreszcie mogliśmy nasłuchać i nagadać się do syta :)
Słowem rachunku sumienia, spotkało nas milion trudności, w trakcie popełniliśmy milion błędów, wiemy że powinniśmy poprawić z milion rzeczy. Lecz, co najważniejsze nauczyliśmy się miliona nowych. Wzorem skautów zdobyliśmy kilka nowych sprawności, których poznanie nigdy nie byłoby nam dane, gdyby nie warsztaty…  Te doświadczenie to niezwykle ekscytujący bodziec, nagroda sama w sobie. Spotkało nas też mnóstwo innych nagród. Co na przykład? A chociażby to, że parę dni przed naszym spotkaniem Siostry W. poczuły się na tyle zmotywowane, aby (jak same twierdzą)  w końcu założyć bloga ze swoimi słodkościami. Do środowiska blogerów dołączyła również uczestniczka, gotująca z nami Dominika, której odtąd będziemy wiernie kibicować :)

…and Oscar goes to… czyli podziękowania
Niniejszym dziękujemy współorganizatorom, Maćkowi i Agnieszce, czyli Restauracji Sztuka Mięsa za pomoc, entuzjazm, doskonałą zabawę i lekcję gotowania.
A także wszystkim, którzy zdecydowali się spędzić z nami środowy wieczór 12.12.12 r. – uczestnikom warsztatów, blogerom oraz słuchającej, konsumującej i kompletującej publiczności. Dziękujemy za wspólne gotowanie, degustowanie i pobieranie nauk :)

Dziękujemy :
Sponsorom generalnym: serwisowi DoradcaSmaku.pl za wiarę w ideę popularyzowania kulinarnej blogosfery, profesjonalną współpracę, wsparcie strony logistycznej przedsięwzięcia, czyli dostarczenie niezbędnych akcesoriów oraz anielską cierpliwość do rozwiązywania kolejnych kryzysów.

Agencji reklamowej 4E za piękny plakat, doskonałe wyczucie tematyki, stylistyki oraz cierpliwość do nanoszenia poprawek.

Sponsorom: MAKRO Cash and Carry, Horeca Select, Fine Food, IGLOTEX – ŁUKASZ Sp. z o.o. oraz ZT „Kruszwica” S.A. wraz serwisem Z pierwszego tłoczenia. Warto odnotować, że przepiękne lniane obrusy podarowane przez ZT „Kruszwica” S.A wywołały niemałe poruszenie i spowodowały chwilową przerwę w warsztatach – obdarowani nimi kursanci odrzucili noże i poczęli się zachwycać :)

Patronom medialnym: Gazeta Wyborcza Białystok, Gazeta.pl Białystok, bstok.pl, Halo Białystok, Durszlak.pl, Polska gotuje.pl

Dziękujemy też zespołowi serwisu fakty Białystok za opiekę medialną, słowa wsparcia oraz udostępnienie zamieszczonych tu zdjęć – sami w ferworze gotowania zapomnieliśmy o podstawach fotografii, nie wyszło nam prawie żadne ujęcie :)
Zobaczcie, jak to było, oto video i fotorelacja :)

_MG_7854 copy

_PIT5572

_PIT5583

_PIT5637  _PIT5824

_PIT5790

Zobacz także: